Teatr mój widzę…

Rozmowa z Mariuszem Kłapaczem, nauczycielem polonistą w Bereście, instruktorem teatru dziecięcego działającego przy obchodzącym w tym roku 40-lecie Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju.

Od kiedy prowadzi Pan zajęcia teatralne? 

- Mam przyjemność pracować z młodzieżą od 2006 roku, a od 2009 roku pod egidą Centrum Kultury. Przez te lata udało nam się przygotować wiele ciekawych spektakli, czy wziąć udział w wielu imprezach.

 Jest Pan z Grybowa
- mieszkam w Białej Niżnej a teatr prowadzę w Bereście, teatr, który działa dzięki poparciu krynickiego Centrum Kultury.

 Teatr jest dla Pana fascynujący?
- Oczywiście. Moje fascynacje teatrem i kabaretem zaczęły się już gdy chodziłem do szkoły średniej. W szkole należałem do grupy kabaretowej, która uświetniała wiele szkolnych imprez. Przy czym nie angażowałem się w granie na scenie, ale interesowało mnie przede wszystkim pisanie scenariuszy spektakli. I tak pozostało do dziś.

Ale przecież nie tylko pisze Pan scenariusze, co widać podczas Przeglądu Artystycznego Dzieci i Młodzieży. Przede wszystkim pracuje Pan z licznymi grupami teatralnymi. Obecna grupa nazywa się Ekstremalną Grupą Teatralną Berest.
- Ta nazwa wzięła się stąd, że występujemy w różnych miejscach i nie zawsze na  scenie. Ale zawsze potrafimy się do każdego miejsca dopasować. Najmniejsza scena, na której występowaliśmy miała raptem 4 metry kwadratowe powierzchni. Jeździmy ze spektaklami po różnych miejscach. Uwielbiamy przyjeżdżać do pasieki pana Jacka Nowaka w Kamiannej. Jesteśmy zafascynowani tym miejscem. W tym roku też tam byliśmy i wystawiliśmy „Legendę o kamiańskich miodzikach”, promując w tej sposób tą wspaniałą miejscowość.

Pana grupa teatralna liczy kilkadziesiąt osób. W jaki sposób pracuje Pan z dzieciakami?
- Dzielę dzieci na grupy. Tak łatwiej jest pracować. Staram się więc tak organizować zajęcia, aby wszystkie dzieci w danym momencie miały pole do popisu, aby były zaangażowane. I wtedy nam to najlepiej wychodzi.

Jak doszło do nawiązania współpracy z Centrum Kultury?
- Przez Przegląd Artystyczny Dzieci i Młodzieży. To był 2007 rok, wystawialiśmy „Legendę o krakowskim hejnale”. Udało nam się wtedy zająć pierwsze miejsce, zdobyliśmy nagrodę Grand Prix. Na następny rok przyjechaliśmy z trzema różnymi grupami i znowu odnieśliśmy sukces. Ówczesna dyrektor Centrum Kultury, pani Julia Dubec-Dudycz, zaproponowała nam współpracę i tak to się zaczęło. Do dziś bardzo dobrze nam się ta współpraca układa. Mamy zapewnioną wszelkiego rodzaju pomoc ze strony Centrum Kultury, za co serdecznie dziękujemy.

Podtrzymuje Pan tradycję teatru krynickiego, który w latach 80., 90., świetnie działał i dał się poznać w całej Polsce, nawet na deskach teatru Kwadrat w Warszawie.
- Bardzo się cieszę, że mogę kontynuować tak wspaniałą tradycję.

Zatem jak się ma teraz teatr na peryferiach miasta?
- Całkiem nieźle. Co roku mamy olbrzymi nabór. Zazwyczaj wygląda to tak, że pracujemy nad sztuką, a potem ją wystawiamy. Dzieciaki patrzą, że to się podoba, że publiczność przychodzi i ich chwali, więc chcą pracować. Prawda jest taka, że najlepszą reklamą spektaklu jest jego wystawienie. Dzieci oglądają i przychodzą z pytaniem, czy mogą się zapisać do teatru.

Czyżby zrobiła się moda na teatr?
- Tak. Co roku zgłasza się kilkadziesiąt dzieciaków. To cieszy.

Jakie tematy poruszają przygotowane przez Pana spektakle?
- Różne, także bardzo współczesne. Niedawno mówiliśmy o anoreksji. Mówiliśmy też o uzależnianiu od komputera. Nie tylko nawiązujemy do klasyki, ale także pokazujemy cywilizacyjne problemy.

Centrum Kultury w Krynicy obchodzi w tym roku 40-lecie. Czego Pan by życzył tej placówce?
- Udanych imprez kulturalnych, zdrowia wszystkim pracownikom i przede wszystkim aby zawsze w szeregach Centrum było wiele wspaniałej i utalentowanej młodzieży.

Jak Pan widzi przyszłość teatru amatorskiego działającego w strukturach Centrum?
- W świetlanych barwach. Choć w dzisiejszych czasach ciężko jest młodzież zachęcić do działania. Proszę popatrzyć ile boisk jest pustych. Było to nie do pomyślenia w czasach mojego dzieciństwa. Młodzież teraz dużo czasu spędza przed komputerem. Ale z drugiej strony obserwując nasze spektakle czuje się głód teatru. Publiczność chce przychodzić na widowiska. Bo tak naprawdę potęgą była, jest i będzie kultura. I musimy stać na jej straży. Wierzę, że sztuka nigdy nie umrze. A więc i teatr będzie żył.

 

Rozmawiali: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Andrzej Kotlarz

Nasi partnerzy

Logo-Małopolska-V-RGB (2)   3      sokol_logo    kryniczanka_logo_2018_CMYK.PDF - Adobe Reader 2019-11-12 093453

LOGO FILHARMONIA         LogoPCK (1)            MGOK Logo        Projekt bez tytułu (37)