Sny o balecie spełniają się w Krynicy

Rozmawiamy z Małgorzatą Malczak, wychowanka a później choreograf Zespołu Tańca Artystycznego „Miniatury” działającego w strukturach Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju.

Od ponad 30 lat w Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju działa Zespół Tańca Artystycznego „Miniatury”. Założony przez  Władysława Szlęka stał się wizytówką uzdrowiska. Przez ten czas przewinęło się przez zespół ponad 250 tancerek. Ile osób liczy teraz zespół?
- Ponad pięćdziesiąt. Są to zarówno dziewczyny, które już występują na scenie, jak i grupa adeptek. Ich rozpiętość wieku jest duża: od 5 do 19 lat.

Większość tancerek „Miniatur” po zdaniu matury ucieka z zespołu. Dlaczego?
- Taka jest charakterystyka naszego regionu. W Krynicy są szkoły podstawowe i średnie, ale aby studiować trzeba wyjechać z uzdrowiska. Dlatego też przygoda z zespołem „Miniatury” dla tancerek kończy się wraz z ukończeniem nauki w szkole średniej.

Co roku parę dziewczyn odchodzi
- ale co roku we wrześniu mamy nabór do zespołu, więc przychodzą nowe dzieci, maluchy, które jeszcze nie są świadome tego to je czeka. Marzą, że będą pięknie tańczyć. Ale te wszystkie sny o balecie spełniają się w Krynicy, jeżeli włoży się w taniec wiele pracy.

Pani jednak z baletu nie odeszła
- Los trochę zadecydował za mnie. Pan Władysław Szlęk zaczął chorować i potrzebował kogoś do pomocy. Nie byłam pierwszą dziewczyną, która mu pomagała. Ale niestety moje poprzedniczki zdecydowały, że idą na studia i że kończą swoje taneczne życie w „Miniaturach”. Pan Władysław Szlęk trafił do szpitala a po ciężkiej operacji czekała go bardzo duga rehabilitacja. Zadzwonił do mnie ówczesny dyrektor Centrum Kultury Stefan Sopata i zaproponował mi prowadzenie zajęć baletowych zespołu pod nieobecność pana Władysława Szlęka. Zależało mu na tym, aby balet się nie rozleciał, bo już tak wiele zostało zrobione, tyle wspaniałych choreografii i zespół cieszył się tak ogromnym zainteresowaniem. Zdecydowałam się.

Miała Pani obawy?
- Ogromne. Myślałam, że będzie to chwilowe. Może na rok, może dwa. Ale tak się stało, że zostałam już w „Miniaturach” i stałam się asystentką  pana Szlęka. Zaczęliśmy razem pracować. Mogłam się wiele nauczyć jak przygotować dzieci do tańca. I tak zostało. Jestem w „Miniaturach” do dziś.

Pan Władysław Szlęk  w przerwach pomiędzy chorobą przyjeżdżał do Krynicy.
- Choć kardiolodzy odradzają Krynicę pan Szlęk czuł się tu bardzo dobrze. Często do nas przyjeżdżał i był z nami w ciągłym kontakcie. Byliśmy dla niego drugą rodziną. Atmosfera u nas mu się podobała. Spędzał z nami wiele czasu na sali baletowej, nigdy nie liczył godzin. Potrzebował ostatecznie dużo czasu na przygotowanie tańca i tyle spędzał na sali baletowej z dziećmi, ile było trzeba. Dzieci też nie patrzyły na zegarek. Nigdy, bo kochały taniec. Zaszczepił w nas miłość do tańca i muzyki.

W siedem lat po śmierci Władysława Szlęka, zrobiła Pani to, o czym marzył  - duży spektakl baletowy. Była to „Królewna Śnieżka”. W zeszłym roku na Festiwalu im. Jana Kiepury spektakl ten miał swoją premierę. Jak długo trwały przygotowania?
- Marzeniem pana Władysława Szlęka było przygotowanie przedstawienia baletowego „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” do muzyki Bogdana Pawłowskiego. To był jego pomysł. On już zbierał muzykę, a pewne fragmenty opracowywał choreograficznie i próbował na sali baletowej. Nie wiem co spowodowało, że odłożył ten projekt na później. Jak się okazało to później dla niego nie nadeszło.

O tym, żeby przygotować ten spektakl myślałam od pewnego czasu, ale decyzję pomógł mi podjąć pan Wojciech Król, obecny dyrektor Centrum Kultury. Rozmawiając z nim wspomniałam,  że mamy takie marzenie, które jeszcze było marzeniem Włodzimierza Szlęka i że już raz przymierzaliśmy się do tego przedstawienia na 25-lecie „Miniatur”, ale nam nie wyszło. Dyrektor stwierdził, że jest to pomysł do zrealizowania i zapytał się ile czasu potrzebuję na zrobienie tego spektaklu.

Nie umiałam mu odpowiedzieć, bo pierwszy raz w życiu przygotowywałam cały spektakl. Ale stwierdziłam, że spróbuję. I zaczęliśmy od przygotowania muzyki, bo to było dla nas najtrudniejsze. Trzeba było zdobyć nuty, umówić się z Mieczysławem Smydą, szefem Krynickiej Orkiestry Zdrojowej i to był ten pierwszy krok. Potem już jakoś poszło. Zaczęliśmy układać tańce i składać je w większą całość dopiero na pół roku przed premierą.

„Miniatury” weszły w kolejne trzydziestolecie.  Jakie kierunki rozwoju widzi Pani dla zespołu w przyszłości?

-  Zespół „Miniatury” opiera się na tańcu klasycznym, charakterystycznym i ludowym. Te kierunki są bazą. Nie była bym sobą gdybym nie szukała czegoś nowego, jednak wszystkie „nowinki” są próbą pewnych doświadczeń i zmierzenia się z czymś nieznanym.

Takim przykładem była współpraca z zespołem Butterfly Crew , grupą prezentującą współczesną formę taneczną - break dance. Te doświadczenia okazały się dla obu zespołów wielkim sukcesem w konkursach i festiwalach lokalnych, powiatowych , wojewódzkich ale i telewizyjnych – mowa tu o programie „Got to Dance”.

Niezwykłą przygodą ale i wielkim zaszczytem jest również  udział w Festiwalu im. Jana Kiepury. Wchodząc w kolejne trzydziestolecie życzyłabym sobie i zespołowi  kolejnych tak wspaniałych, barwnych artystycznie lat. Piękne jest to, że przez cały ten czas można zachwycać się tańcem klasycznym i nie znudzić się nim. To nas wyróżnia.

Rozmawiali: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Andrzej Kotlarz

Nasi partnerzy

Logo-Małopolska-V-RGB (2)   3      sokol_logo    kryniczanka_logo_2018_CMYK.PDF - Adobe Reader 2019-11-12 093453

LOGO FILHARMONIA         LogoPCK (1)            MGOK Logo        Projekt bez tytułu (37)