Imprezy kulturalne w Krynicy odbywały się codziennie

"Imprezy kulturalne w Krynicy odbywały się codziennie" - mówi Stefan Sopata, pierwszy dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Krynicy, który kierował tą placówką przez 22 lata.

Był rok 1978, dokładnie 1 kwietnia. Z tym dniem ówczesna Rada Narodowa powołała w Krynicy Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury, dziś znany pod nazwą Centrum Kultury. Jak doszło do stworzenia instytucji, która obecnie jest jedną z najistotniejszych placówek regionu?
- Kiedy zostałem kierownikiem Wydziału Kultury, Kultury Fizycznej i Turystyki Urzędu Miasta w Krynicy przejąłem w całej gminie, we wszystkich ośmiu wioskach, budynki sołeckie, które były puste. Przyjąłem tam świetlicowych i uruchomiłem placówki wiejskie, takie mini domy  kultury. I wtedy powstała myśl, aby zbudować placówkę centralną, która by objęła patronatem i mecenatem wszystkie te świetlice działające w terenie, a także by prowadziła działalność kulturalną w uzdrowisku.

W Krynicy działali wtedy tzw. kaowcy, czyli instruktorzy kulturalno-oświatowi zatrudniani przez konkretne sanatoria, którzy zajmowali się kulturą i oświatą, w tym m.in. odpowiadali za rozrywkę kuracjuszy.
- To prawda, działali prężnie, ale zajmowali się przede wszystkim wycieczkami. Organizowali objazdy kuracjuszy po naszym terenie, albo po Słowacji. Były to ich główne zajęcia. A imprezy kulturalne zdarzały się bardzo sporadycznie. Nie mieli dużych budżetów na swoją działalność, dlatego w sanatoriach organizowali głównie odczyty, spotkania. I wtedy powstał pomysł powołania Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury.

Na początku był Pan zupełnie sam. Został Pan dyrektorem ośrodka, w którym był tylko Pan.
- Ale dostałem budynek, który był co prawda w rozsypce, ale jednak był. Trzeba było wszystko wyremontować. Zdjąć dach i zrobić nowy.

W tym budynku dostał Pan jeden, niewielki pokój. A pozostałe pokoje zajmowali lokatorzy, tacy jak ZBoWiD, ZHP
- ale budynek stał się własnością ośrodka kultury. Nie było proste pozbyć się tych lokatorów. Zwłaszcza ZBoWiD był wówczas potęgą, a ja byłem bezpartyjny, nie podlegałem konwencjom partyjnym. Ale udało się. Wszystkich lokatorów w ciągu roku wyprowadziłem i zacząłem remont.

Pan inżynier Antoni Żarski , bardzo go miło wspominam, wyremontował cały obiekt. Chałupniczo zrobiliśmy nową architekturę tego domu, a w piwnicach urządziliśmy kawiarenkę, aby było źródło dochodu. Wtedy budowanie nie było łatwe. Nic nie można było kupić. Cement załatwiłem w Nowej Hucie. Wszystkie sanitariaty sprowadzaliśmy a to z Warszawy, a to z Łodzi. W końcu udało się i mieliśmy siedzibę.

W 1983 roku miał Pan dwóch pracowników, instruktorów Wiesława Turka i Andrzeja Kotlarza. W dwa lata później już tych pracowników było czterech, powstawały zespoły muzyczne.
- a pan Andrzej Kotlarz stworzył zespół TWA.

Ale wcześniej był jeszcze zespól country, powstał teatr, kabaret.
- Aby dostać możliwość zatrudniania pracowników na etatach byłem chyba 30 razy w Warszawie, w ministerstwie. Gmina była wtedy biedna. A mnie udało się załatwić, że z ministerstwa dostawałem roczne dotacje, nie tylko na Festiwal im. Jana Kiepury, ale także na działalność ośrodka kultury.

Przypomnijmy, że nowopowstały ośrodek kultury przejął organizację Festiwalu im. Jana Kiepury w Krynicy, który powstał z inicjatywy Stefana Półchłopka i przez niego był prowadzony. Dlaczego?
- Jeszcze zanim powstał ośrodek kultury zostałem kierownikiem społecznego organizacyjnego komitetu festiwalowego, w którym zasiadali kryniccy prominenci. W 1978 roku przejąłem festiwal, bo pan Stefan Półchłopek zrezygnował.

Zresztą zacząłem moją działalność od organizowania koncertów w Krynicy. Wynajmowałem salę koncertową w Pijalni Głównej i salę teatralną w Starym Domu Zdrojowym. W Krynicy gościło wielu wczasowiczów, którym trzeba było zapewnić rozrywkę.

Drukowałem miesięczne afisze, na których było dwadzieścia i więcej imprez kulturalnych. W przypadku Orkiestry Zdrojowej też wiele rzeczy zmieniłem. M.in. zaprosiłem z Krakowa pana Preussnera, dyrygenta, aby podnieść poziom orkiestry. Sprowadziłem z Katowic pianistkę panią Cecylię Stokłosę, która była fantastyczną artystkę.

Orkiestra stanęła na bardzo wysokim poziomie, do tego stopnia, że artyści przyjeżdżający do Krynicy godzili się aby orkiestra akompaniowała im podczas występów.

Orkiestra do dziś trzyma się mocno.
- To prawda.

Rozmawiali:  Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Andrzej Kotlarz

Nasi partnerzy

Logo-Małopolska-V-RGB (2)   3      sokol_logo    kryniczanka_logo_2018_CMYK.PDF - Adobe Reader 2019-11-12 093453

LOGO FILHARMONIA         LogoPCK (1)            MGOK Logo        Projekt bez tytułu (37)